| Beskid Niski
|
||
| . Za siedmioma górami za siedmioma lasami gdzie nawet ERA nie ma zasięgu leży piękna , malownicza kraina Beskid Niski . Będąc już w Bieszczadach jeden dzień postanowiłem spędzić na poznanie tej części Beskidów , przyznaję się , wstyd ale nigdy tutaj wcześniej nie byłem , dodatkową zachętą dla mnie był artykuł przeczytany w czasopiśmie rowerowym BIKE BOARD z września 2005 „Beskid Niski Kraina Łagodności”
Wyjechałem z Komańczy dość rano bo około 7 00 z zamiarem poznania trasy tzw. granicznej , kierowałem się na zachód w kierunku na Duklę i Rymanów , droga asfaltowa cały czas prowadziła pod górkę , co doceniłem dopiero w drodze powrotnej . W miejscowości Jaśliska skręciłem w lewo na południe kierując się żółtym szlakiem do granicy ze Słowacją tzw. Traktem Węgierskim , i tu pełne zdziwienie na szlaku do samej granicy ani żywej duszy , łącznie ze strażnicą Straży Granicznej . Tutaj miałem pierwszy dylemat czy przekroczyć granicę i jechać dalej czerwonym szlakiem , czy czekać na obsadę strażnicy a może zawrócić i jechać zgodnie z opisem w czasopiśmie , tak też zrobiłem zawróciłem do szlaku niebieskiego i zacząłem podjazd pod górę Kamień 827m , na początku super jakieś dwa kilometry lekko w górę i po szutrze , ale droga zaczęła się psuć służby leśne ściągały świeżo ścięte drewno do wywózki i droga była kiepska , jak nachylenie zwiększyło się droga była coraz gorsza w kilku miejscach rower musiałem przenosić przez wyrwy w i tak kiepskiej drodze , coraz większy problem miałem też z odnalezieniem znaków na szlaku , i tak w końcu w połowie podjazdu na szczyt pogubiłem się kompletnie , tak samo jak ci którzy ten szlak znakowali , w kilku miejscach wracając do szlaku widziałem ślady po usuniętych znakach to one mnie zmyliły . Dalej jeszcze gorzej jakieś dwa kilometry pokonywałem w godzinę , nie to żebym miał kiepski rower albo brak kondycji , po prostu robiło się coraz bardziej stromo i tak jakoś idąc i ciągnąc rower dotarłem na szczyt . I tu pełny zachwyt jest super przeszło mi zniechęcenie do jazdy odpocząłem i zacząłem zjeżdżać bo tako należy to nazwać jest super albo dosyć szeroka ścieżka albo nawet droga szerokości samochodu owszem wyboista poorana przez wodę i kamienie , w końcu to Góra Kamień , po prawej stronie szlaku granicznego mijałem kilka cmentarzy z opisami Słowackimi , po lewej naszej stronie granicy cmentarzami opiekują się Polacy , chwile się zatrzymałem i jak zwyczaj nasz każe pomodliłem się za jednych i drugich , na cmentarzach leżą Rosjanie i Austryjacy a więc na pewno spoczywają tu też i Polacy. Dalej to już sielanka i odpoczynek kilka kilometrów cały czas w dół , super widoki , jedziemy szczytami tzw. Grzbietu Karpat . Zafascynowany widokami po drodze nie zauważyłem jak granica i szlak skręciły w lewo , pojechałem prosto i dopiero gdzieś po kilometrze zorientowałem się że jestem chyba na Słowacji , wyciągam mapę i rzeczywiście granica w pewny miejscu skręca pod kątem 90 stopni w lewo . Trochę kombinując dotarłem z powrotem do szlaku zajęło mi to ok. 1,5 godziny no cóż za gapowe się płaci , cieszę się tylko że w ten sposób bo mogło się to skończyć całkiem kiepsko . Jadę już teraz dalej szlakiem granicznym , dalej są , jakiś Słowacki rezerwat i nasz Rezerwat Przyrody Źródła Jaśółki , oba to bagna , czyli ok. 1 km po drewnianych pomostach bardzo podobnych do tych jakie są na czarnym szlaki w mojej ukochanej Puszczy Białowieskiej , pogoda robi się coraz bardziej niewyraźna chyba będzie padać , jeszcze kilka kilometrów i na szczycie Góra Baba 823m zjeżdżam z czerwonego szlaku granicznego . Żółtym szlakiem zmierzam na dół , droga albo kiepska albo jej brak i tak przez jakieś 6km. , ale niema się co dziwić cała dzisiejsza moja trasa to w końcu trasa dla piechurów albo koniarzy , bo na mapach szlak jest zaznaczony jako szlak też dla koni , w miejscowości Wisłok Górny jestem już na asfalcie i coraz bardziej doceniam dzisiejszy poranny podjazd pod górkę , teraz aż do samej Komańczy mam w dół , jeszcze tylko stromy podjazd do klasztoru i padłem jak betka . Przez cały dzień na szlaku nie spotkałem ani jednego człowieka a to przecież sierpień szczyt sezonu a i pogoda ładna , mimo ciemnych chmur nie padało . Trasa ciężka ale polecam , niezapomniane wrażenia i widoki , na liczniku ok. 80km. ale naprawdę warto. Dużym kłopotem na szlaku jest brak sklepów a co zatem idzie brak wody pitnej , trzeba o tym koniecznie pamiętać aby zrobić odpowiedni zapas. Za rok jak Bóg da to chciałby tą trasę jeszcze raz powtórzyć .
Link do Magurskiego Parku Narodowego Najciekawsza strona o Beskidach
|
![]()
|