|
Podnieśno legendy, legendy, legendy…
|
||
|
Mając, tak jak ja, tyle rodziny w Podnieśniu, łatwo jest mi zbierać tutejsze legendy. A muszę przyznać, że jest ich dużo, inne Podlaskie miejscowości nie są tak stare jak Podnieśo, a więc i legend tyle nie mają.
Skąd wzięli się tutaj pierwsi mieszkańcy.
Kilka tysięcy lat temu, kiedy w Egipcie budowano olbrzymie piramidy, ówczesny faraon wysłał swoich zwiadowców do krainy, Lechistan, Bolanda, lub jak już mówiono o nich Polanie. Słyszał, bowiem on, iż miejscowe plemiona opanowały technologię obróbki żelaza. A dobrze przetworzone żelazo potrzebne było do obróbki kamienia, z którego budowano piramidy. Zwiadowcy długo poszukiwali odpowiedniego miejsca. Trafili wreszcie na teren dzisiejszego Podlasia w dolinę rzeki Sosenki, znaleźli tutaj wszystko, co było im potrzebne do szczęścia. Teren bardzo podmokły, łatwy do obrony, duże zasoby rudy żelaza w dość bliskiej okolicy. A po zatem było tutaj to, za czym tęsknili w Egipcie ładna czysta rzeczka, bogate w zwierzęta lasy, w lasach tych żyły kosmate i mniejsze trochę od znanych im z południowego Egiptu zwierza przypominające słonie. To były ostatnie w tej części europy mamuty w Podlaskiej już miniaturowej formie. Oraz brak w najbliższej okolicy jakichkolwiek sąsiadów. Tak przez kilkadziesiąt wieków przetwarzali rudę żelaza. Rudę czerpali z dwóch miejsc. Jednym były tereny pomiędzy dzisiejszymi miejscowościami Hołubla i Paprotnia. Drugim miejscem były okolice Siedlec od strony Nowych Siedlec. Rudę topiono w tzw. dymarkach a przetworzoną do dalszej obróbki przewożono na teren grodziska. Kiedyś tak przez przypadek odkryto tutaj, że jak połączy się te dwa gatunki żelaza poprzez skuwanie powstanie jeszcze lepsza stal. Miała dosyć charakterystyczną cechę blado niebieski odcień. Najtrudniejszym zadaniem, z jakim musieli się zmierzyć był transport wyrobów gotowych do Egiptu. Podczas jednego z transportów jeden z wozów został zagrabiony przez Syryjczyków. Długo miejscowi Syryjscy fachowcy analizowali narzędzia i materiał, z którego je wykonano. Po kilku latach rozgryźli tajemnicę. I sami już produkowali stal jako tzw. Damasceńską i tak świat innego, starszego Podniesińskiego wynalazku nie poznał, w historii znamy tylko stal Damasceńską. Po upadku wielkiego Egiptu przybysze nie chcieli już wracać do swoich, pozostali tutaj na zawsze, doskonale się asymilowali, teraz mało, kto wie skąd oni tutaj przybyli. Grodzisko w to nigdy nie zostało zdobyte przez najeźdźców, i w XV w. na tyle się uspokoiło w okolicy że sami mieszkańcy opuścili swe przyciasne już dla nich grodzisko i zamieszkali na terenie gdzie do dzisiaj mieszkają ich potomkowie. Tylko ciemniejszy odcień skóry i kruczo czarne włosy u Podniesińskich zdradzają ich Egipskie pochodzenie. Teraz już tylko nieliczni gospodarze z Podnieśnia posiadają narzędzia stalowe o tak charakterystycznym niebieskim odcieniu. Ostatnia kuźnia jaka była tutaj uniknęła prawdopodobnie na skutek pożaru w pierwszej połowie XIX wieku, znajdowała się ona nad samą rzeką od strony mostu Korabiowskiego w połowie między grodziskiem a młynem przy samym starym moście.
Skąd wzięła się nazwa Podnieśno.
Tak mniej więcej w VIII wieku podczas jednej z potyczek z wrogim plemieniem Jaćwingów jeden z braci Podniesińskich uderzony przez napastników spadł z konia i nie mogąc samodzielnie wstać, krzyczał na jednego ze swych pobratymców, „podnieś mnie, podnieś mnie, podnieś mnie” a że miał nałożony metalowy chełm, który trochę zniekształcał słowa, jego bracia słyszeli to jako podnieśnie, podniśnie, podnieśnie. I tak już zostało „Podnieśnie”, w okolicy innej już nazwy nie używano na mieszkańców grodziska nad Sosenką. I tak gdzieś w wiekach późnego średniowiecza albo i później ktoś zamienił nazwę na Podnieśno. W dokumentach pisanych pojawiały się przez ubiegłe wieki podwójne pisownie nazwy miejscowości. Teraz mimo upływu lat mieszkańcy okolicy i samej miejscowości używają obydwu nazw.
Pierwszy klasztor w naszych stronach.
Kilkadziesiąt lat po chrzcie Polski, Podniesińscy doszli do wniosku, iż trzeba by sprowadzić zakonników z południa Polski. Grodzisko duże wszyscy zostali ochrzczeni, ale ciągoty, co u niektórych do praktyk pogańskich pozostały. Jeszcze o okolicy pomyślą, iż wszyscy tutaj praktyki te kultywują, i nieszczęście gotowe, mogliby ich potraktować jak wrogów i unicestwić. Jak już zdecydowano o sprowadzeniu zakonników, zastanawiano się gdzie ich osadzić, wybór padł na miejsce opodal starej cegielni a odwiecznym cmentarzyskiem. /Dzisiaj teren ten zajmuje fabryka suporeksu./ Uważano wtedy, nie tylko tutaj, że to właśnie święci garnki lepią a i w nowych prawach było napisane iż Bóg człowieka z gliny stworzył, a więc miejsce to będzie i z tego powodu odpowiednie. Przed przybyciem zakonników usunięto wszelkie pogańskie symbole kultów religijnych, a przez wieki uzbierało się tego sporo. Zakonnicy przybyli tutaj w połowie XI wieku i wspólnie z Podniesińskimi wybudowali tutaj sporą drewnianą kaplicę oraz niewielki klasztor przy samej kaplicy. Przez kilka wieków funkcjonował on na potrzeby największego grodziska w okolicy jak i też pojawiających się powolutku sąsiadów. Kres zakonników i klasztoru nastąpił prawdopodobnie po najeździe Tatarów na nasze ziemie lub krótko po tym. Teraz po wiekach brak jest jakichkolwiek dokumentów pisanych, a i ta legenda znana jest tyko niewielkiej liczbie mieszkańców Podnieśnia. W okolicy też mało kto o tym słyszał. W Suchożebrach, w parafii też brak jest jakichkolwiek pisanych dokumentów, ale legenda ta jest znana.
Jak mieszkańcy grodziska Podnieśno, Siedlce wybudowali.
Na początku XI wieku tajemnice o grodzisku w Podnieśnie straciły na znaczeniu. napływ innych plemion Słowiańskich i budowanie nowych grodów w okolice sprawił powstanie rynku handlowego. A że w okolicy potrzebowano dobrze obrobionego żelaza, Podniesińscy zaczęli wymieniać się z sąsiadami swoimi wyrobami. Od Łukowian brano buty, chodaki i inne obuwie, od mieszkańców Mordów okowitę, miody pitne i inne alkohole. Trochę na zachód od tych stron mieszkańcy posiedli w doskonałym stopniu obróbkę skór zwierzęcych i włókien. Przez kilkadziesiąt lat wszyscy tak jeździli od siebie do sąsiadów. I tak kiedyś zupełnie przypadkowo cztery karawany kupców spotkały się na terenie leśnym koło starego siedliska pośród lasów. na rozstajnych drogach. Na miejscu wymienili się swoimi towarami i doszli do słusznego wniosku. by tutaj wybudować takie jakby centrum handlowe i spotykać się dwa razy w tygodniu we wtorki i piątki, aby prowadzić handel wymienny. Budowy infrastruktury podjęli się mieszańcu Podnieśnia. Obronę przed ewentualnymi grabieżcami zlecono Łukowianom i ostatecznie to oni stali się właścicielami Siedliszcza, bo tak tą osadę na samym początku nazwano. Teraz po 1000 lat tradycja handlowania u nas w Siedlcach w te dwa dni pozostała, i tylko nieliczni historycy wiedzą o tym jak powstały Siedlce, ja tą legendę znam z opowiadań starych mieszkańców Podnieśnia.
Jak Podniesiński Bitwę pod Grunwaldem "wygrał".
Jest rok 1410, krótko przed samą bitwą pod Grunwaldem. Do króla Władysława Jagiełły przybyli posłańcy Wielkiego Mistrza z dwoma mieczami. Nasz król popatrzył na nich, a że był bardzo bogobojny, bał się gniewu Boskiego za przelaną krew chrześcijańską. A i szanse na pewne zwycięstwo były nie za duże. Zaproponował posłańcom aby starym europejskim obyczajem przed samą bitwą starli się tylko harcownicy i aby oni zadecydowali o losie obydwu wielkich arami. Krzyżacy jako chrześcijanie i "Europejczycy" znali też ten obyczaj i zaakceptowali pomysł naszego króla. O strony wojsk nieprzyjaciela nadjechał na wielkim jak tur koniu krzyżak, też wielki jak szafa. Jagiełło krzyknął na swoich, kto z nim będzie walczył, po naszej stronie cisza jak grochem posiał, król pyta ponownie, czy ktoś będzie z nim walczył. Dzielny jak zawsze Zawisza Czarny mówi "królu jeszcze postoimy kilka godzinek w cieniu i ruszymy na wroga", inni towarzysze Zawiszy też mówili aby jeszcze trochę odczekać. Okazało się iż w poprzedzającą bitwę wieczór nasze rycerstwo trochę sobie podpiło miodów i innych napitków „przecież trudno tak na bój śmiertelny iść bez chociażby jednego głębszego” Gdy król się o tym dowiedział krzyknął na swoich rycerzy „czy jest ktoś w moim obozie kto pójdzie na tego krzyżaka aby z nim poharcować „ Z trzeciego rzędu rycerstwa ubrany a płócienny długi płaszcz wyszedł najstarszy z Podniesieńskich, już idąc z szeregu zaczął lżyć tego krzyżaka. A robił to w kilku językach, mówił coś o psach bez rodowodu, i na inne sposoby zniesławiał go. Wkurzony tymi pomówieniami krzyżak natarł bez ostrzeżenia na Podniesińskiego. Rycerstwo nasze widzą powagę sytuacji i brak jakichkolwiek szans na zwycięstwo naszego harcownika zaczęło krzyczeć; „w nogi dziadku, w nogi”. I zaczęło się, szczęk blach, łoskot, tumany kurzu zakryły obu walczących, trwało to kilka minut, aby po chwili gdy opadł kurz zobaczyć przedziwny obraz, krzyżak bez nóg, koń tak samo bez nóg, a nad nimi stojący Podniśiński z mieczem nad głową i mówiący; „ miałeś szczęście Szwabie przebrzydły że żyjesz, kazali nogi, ja bym ci najchętniej ten Niemiecki łab ściął", i finezyjnym cięciem miecza obciął mu trzy pawie pióra z częścią chełmu i umieścił je na swojej tarczy herbowej. Trzy pióra te do dzisiaj są na herbie Podniesinskich "Radwan". A swoją drogą krzyżak ten nie miał żadnych szans w starciu z Podniesińskim, testował bowiem on w bitwie tej najnowsze gatunki stali, wielokrotnie lżejszej i wytrzymalszej od byle jakiej stali krzyżackiej. Wieść o ty zwycięstwie obiegła lotem błyskawicy nasze wojska, w znaczącym stopniu podnosząc morale i bezpośrednio przyczyniając się do naszego zwycięstwa. Krzyżacy nie uznali zwycięstwa naszego harcownika tłumacząc się tym iż nie przystoi zakrywać tak doskonałej zbroi pod lnianymi płaszczami. Średniowieczni kronikarze o tym nie chcieli pisać albo nie mogli, niewiadomo. Mało kto teraz po 600 latach o tym zwycięstwie pomięta, tylko nieliczni mieszkańcy Podnieśnia znają tą legendę. Chociaż w tym roku, trochę przekręcaną słyszałem ją od naszych siedleckich historyków. Dobra, jakie zwyczajowo należały się Podniesinskiemu po zwycięskiej bitwie, a było tego co niemiara, oraz znaczną część swoich włości przekazał na utworzenie wspólnie z sąsiadami parafii w Suchożebrach. Po kilkudziesięciu latach po utworzeniu parafii w Suchożebrach, Podnieśińscy zorientowali się jaką gafę popełnili. Całe życie polityczne i spora część życia gospodarczego przeniosła się do Suchożebrów. Nowa władza zaczęła tak budować trakty drogowe i infrastrukturę, że powoli Podnieśno zaczęło tracić na poprzednim znaczeniu. Podniesińscy pobudowali w pobliżu grodziska, od strony dzisiejszej miejscowości Sosna Trojanki większy od Suchożebrskiego kościół z przeznaczeniem na nową parafię. Niewiadomo, czy aby zrobić na złość, czy aby przypodobać się właścicielowi Suchożebrów, Trojanowi Suchożebrskiemu, miejscowość przy kościele nazwano Sosna Trojanki. Podobnie nazwali też i dwie inne miejscowości nad samą rzeką Sosenką, Sosna Korabie i Sosna Kozółki. Dla trochę oddalonej swojej posiadłości w kierunku pół. wschodnim zachowali też nazwę od swojej rzeki Sosenki, Sosna Kicki. Nigdy jednak parafii nie przeniesiono tutaj ani nie utworzono nowej, zawsze do końca czyli do połowy XIX wieku był to kościół filialny parafii Suchożebry. Tylko mieszkańcom Krześlina się to udało i od początku XX w. mają swoją parafię. A zaczynali z tworzeniem swojej parafii w tym samym czasie co mieszkańcy Podnieśnia.
Jak Podniesinski wynalazł suporeks /gazobeton/.
W drugiej połowie lat 60 XX wieku w okolice Podnieśnia przybyli fachowcy od materiałów budowlanych. Badali zasobność złóż dobrej jakościowo gliny, której olbrzymie pokłady znajdują się w na koloniach wsi Podnięśno w miejscu gdzie były tzw. mogiłki i po drugiej stronie torów kolejowych. Uznano że pokłady są na tyle duże że opłaca się wybudować tutaj cegielnię, która mogła by produkować cegłę na skalę przemysłową. Przez przeszło rok budowano fabrykę. Gdy już fabryka stała i była gotowa do produkcji. zaczęto szkolić pracowników, a że nie przykładano się do tego, to sam Podniesinski musiał się zapoznać z technologią produkcji , przeczytał co się dało. Instrukcje były w kilku językach, tak jak i maszyny które pochodziły z kilku krajów. Gdy przyszedł dzień uruchomienia produkcji, Podniesiński który był akurat tego dnia majstrem zmianowym, długo się zastanawiał jak to wszystko poustawiać aby nic nie popsuć, i doszedł do wniosku iż wszystkie nastawy poustawia na środek. I ruszyło, buchnęła para, coś zazgrzytało, zafurczało i po kilku chwilach na końcu ciągu produkcyjnego pokazało się coś dziwnego niby w kształcie cegły ale białe i dużo dużo lżejsze od tradycyjnych cegieł. Zatrzymał cały ciąg produkcyjny i powiadomił swoich zwierzchników o tym odkryciu. zjechali się tutaj wszyscy fachowcy od materiałów budowlanych z kraju przez kilka dni debatowali i ustalili iż ten przypadkowo wynaleziony materiał budowlany jest dużo lepszy od tradycyjnych cegieł i tańszy w produkcji i transporcie. Produkcja w nie zmienionej postaci trwa do dnia dzisiejszego. teraz po kilkudziesięciu latach to już nikt prawie o tym nie pamięta. Nikt też nie pamięta iż w miejscu gdzie stoi dzisiejsza fabryka, przez kilka tysięcy lat funkcjonowała cegielnia, gdzie lepiono garnki, produkowano dachówkę i wypalano cegłę na potrzeby grodziska i wytopu żelaza.
To tylko część z legend które udało mi się pozbierać od mieszkańców Podnieśnia. jak tyko będę miał następne to nie omieszkam je tutaj zamieścić.
|